piątek, 30 marca 2012

Felieton - "Bo do tanga trzeba dwojga"

Prezentuję Wam mój felieton na temat.... a z resztą. Przeczytajcie sami :)




FELIETON  Z  CYKLU  „RZUT  OKIEM”

BO DO TANGA TRZEBA DWOJGA





Nie da się ukryć, że lato zawitało już w nasze strony na dobre. Gdzie nie spojrzeć widzimy ptaki, których wspaniały śpiew można usłyszeć w całych Bieszczadach, kwitnące drzewa, cudownie pachnące kwiaty o płatkach we wszystkich kolorach tęczy, oraz alergików i wszechobecnych turystów.
Jak wszyscy wiemy gorące miesiące, oprócz wyżej wymienionych cech charakterystycznych mają też to do siebie, że właśnie wtedy osoby młode i młode inaczej postanawiają przyrzec sobie przed ołtarzem miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Chłodniejsze pory roku jakoś nie cieszą się taką popularnością wśród par. Zapewne wpływ na taki obrót sytuacji mają czerwcowe promienie słońca, które dodają uroku przyszłej wybrance. Czasami jednak bywa i tak, że słońce nie tylko rozgrzewa, ale i oślepia, ukazując dopiero po pewnym czasie prawdziwe oblicze drugiej połowy.
Tak czy inaczej, wesel Ci u nas dostatek, ale nie na uroczystości weselnej chcę się tu skupić, bo jej przebieg wszyscy dobrze pamiętamy, przynajmniej do pewnego momentu...
Zauważyłam natomiast, że równie wielkie poruszenie, jeśli nie większe, towarzyszy chwili związanej z otrzymaniem zaproszenia i samym przygotowaniem się nas, czyli gości na to wielkie wydarzenie, bo przecież musimy zadbać o to, aby to właśnie nasza kreacja była tą najpiękniejszą, jedyną w swoim rodzaju i zapierającą dech w piersiach.
Tak to już jest na tym świecie, że panowie potrafią nabyć odpowiedni dla siebie strój w kilkanaście minut. Panie z kolei, których kreacja musi być oszałamiająca oraz wyjątkowa i w żadnym wypadku nie może być podobna do innej sukni, potrzebują trochę więcej czasu... no dobrze... dużo więcej... bardzo dużo.
Jak wiadomo, przedstawiciele płci męskiej różnie reagują na wyczerpujące dla nich wielogodzinne lub co gorsza wielodniowe wyprawy do sklepów w celu nabycia tej niepowtarzalnej kreacji dla swojej drugiej połowy. I tu zaczyna się niezwykle interesująca sytuacja, której chciałabym się bliżej przyjrzeć a przedmiotem mojej obserwacji będą właśnie „ofiary weselnych zaproszeń” – czyli panowie, dla których towarzyszenie swojej partnerce       w zakupie galowej garderoby jest prawdziwą torturą.
I tak, wyróżnić możemy trzy główne typy mężczyzn, będących „ofiarami weselnych zaproszeń”:
Ambitni i wierzący w pozytywne zakończenie dnia dżentelmeni, którzy wytrwale     i spokojnie doradzają swej towarzyszce w wyborze sukni, mając nadzieję, że może tym razem los będzie dla nich łaskawy i wrócą do domu z wymarzonym zakupem, jeszcze przed zachodem słońca. Osobników należących do tego typu, poznać możemy po charakterystycznych podkrążonych powiekach, opuszczonych dłoniach i osuwającym się ciele, natomiast często spotkać można ich w wielu sklepach oferujących galową garderobę.   
Drugi typ, to mężczyźni nauczeni doświadczeniem z lat wcześniejszych. Zaopatrują się oni w napoje chłodzące i produkty żywnościowe potrzebne do zachowania równowagi fizycznej i psychicznej, podczas gdy ich druga połowa spędza kolejną godzinę w przymierzalni. Gdy przechadzamy się po mieście, często możemy napotkać ich na ławeczkach, gdzie konsumują fast foody oczekując wyjścia swej partnerki z pobliskiego sklepu.
Do typu trzeciego należą panowie, którzy dopingują swoją towarzyszkę zachowując bezpieczny dystans. Solidaryzują się wtedy z kolegami w podobnej sytuacji i tworząc swego rodzaju „grupę wsparcia”, organizują spotkania w PUBlicznych miejscach. Podróżni czekający na autobus w godzinach popołudniowych na pewno nie raz słyszeli doniosłe rozmowy wielu panów, dochodzące z niedaleko położonego od dworca lokalu. Podobnie, spacerując na Plantach można być świadkiem intensywnie przebiegającej dyskusji, zebranych w pobliskim barze mężczyzn. Nie znaczy to jednak, że nie dodają oni w ten sposób otuchy swoim partnerkom w poszukiwaniu wymarzonych kreacji. Wręcz przeciwnie, ich spotkanie poświęcone jest w dużej mierze zbliżającemu się weselu i oczywiście garderobie, zarówno w wydaniu damskim jak i męskim. Same obrady natomiast prowadzone są tak intensywnie i emocjonująco, że panowie dodają sobie co jakiś czas energii, zażywając napojów, które odświeżą umysł i pozwolą na bardziej swobodne wypowiedzi do późnych godzin nocnych.
Mówią, że mężczyźni są z Marsa a kobiety z Wenus. Niezależnie jednak od tego, jakie lata świetlne nas dzielą, uroczystość weselna połączy cały gatunek ludzki w szalonej zabawie, niezapomnianych atrakcjach i wielu toastach, po których zarówno damska jak i męska kreacja będą prezentować się coraz skromniej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz