FELIETON Z
CYKLU „RZUT OKIEM”
BO DO TANGA TRZEBA DWOJGA
Nie da się ukryć, że lato zawitało
już w nasze strony na dobre. Gdzie nie spojrzeć widzimy ptaki, których
wspaniały śpiew można usłyszeć w całych Bieszczadach, kwitnące drzewa, cudownie
pachnące kwiaty o płatkach we wszystkich kolorach tęczy, oraz alergików i
wszechobecnych turystów.
Jak wszyscy wiemy gorące
miesiące, oprócz wyżej wymienionych cech charakterystycznych mają też to do
siebie, że właśnie wtedy osoby młode i młode inaczej postanawiają przyrzec
sobie przed ołtarzem miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Chłodniejsze pory
roku jakoś nie cieszą się taką popularnością wśród par. Zapewne wpływ na taki
obrót sytuacji mają czerwcowe promienie słońca, które dodają uroku przyszłej
wybrance. Czasami jednak bywa i tak, że słońce nie tylko rozgrzewa, ale i
oślepia, ukazując dopiero po pewnym czasie prawdziwe oblicze drugiej połowy.
Tak czy inaczej, wesel Ci
u nas dostatek, ale nie na uroczystości weselnej chcę się tu skupić, bo jej
przebieg wszyscy dobrze pamiętamy, przynajmniej do pewnego momentu...
Zauważyłam
natomiast, że równie wielkie poruszenie, jeśli nie większe, towarzyszy chwili
związanej z otrzymaniem zaproszenia i samym przygotowaniem się nas, czyli gości
na to wielkie wydarzenie, bo przecież musimy zadbać o to, aby to właśnie nasza
kreacja była tą najpiękniejszą, jedyną w swoim rodzaju i zapierającą dech w
piersiach.
Tak to już jest na tym
świecie, że panowie potrafią nabyć odpowiedni dla siebie strój w kilkanaście minut. Panie z kolei, których
kreacja musi być oszałamiająca oraz wyjątkowa i w żadnym wypadku nie może być podobna do
innej sukni, potrzebują trochę więcej czasu... no dobrze... dużo więcej...
bardzo dużo.
Jak wiadomo,
przedstawiciele płci męskiej różnie reagują na wyczerpujące dla nich
wielogodzinne lub co gorsza wielodniowe wyprawy do sklepów w celu nabycia tej
niepowtarzalnej kreacji dla swojej drugiej połowy. I tu zaczyna się niezwykle
interesująca sytuacja, której chciałabym się bliżej przyjrzeć a przedmiotem mojej
obserwacji będą właśnie „ofiary weselnych zaproszeń” – czyli panowie, dla
których towarzyszenie swojej partnerce w zakupie galowej garderoby jest
prawdziwą torturą.
I tak, wyróżnić możemy
trzy główne typy mężczyzn, będących „ofiarami weselnych zaproszeń”:
Ambitni i wierzący w
pozytywne zakończenie dnia dżentelmeni, którzy wytrwale i spokojnie doradzają swej
towarzyszce w wyborze sukni, mając nadzieję, że może tym razem los będzie dla
nich łaskawy i wrócą do domu z wymarzonym zakupem, jeszcze przed zachodem
słońca. Osobników należących do tego typu, poznać możemy po charakterystycznych
podkrążonych powiekach, opuszczonych dłoniach i osuwającym się ciele, natomiast
często spotkać można ich w wielu sklepach oferujących galową garderobę.
Drugi typ, to mężczyźni
nauczeni doświadczeniem z lat wcześniejszych. Zaopatrują się oni w napoje
chłodzące i produkty żywnościowe potrzebne do zachowania równowagi fizycznej i
psychicznej, podczas gdy ich druga połowa spędza kolejną godzinę w przymierzalni. Gdy
przechadzamy się po mieście, często możemy napotkać ich na ławeczkach, gdzie
konsumują fast foody oczekując wyjścia swej partnerki z pobliskiego sklepu.
Do typu trzeciego należą
panowie, którzy dopingują swoją towarzyszkę zachowując bezpieczny dystans.
Solidaryzują się wtedy z kolegami w podobnej sytuacji i tworząc swego rodzaju
„grupę wsparcia”, organizują spotkania w PUBlicznych miejscach. Podróżni
czekający na autobus w godzinach popołudniowych na pewno nie raz słyszeli
doniosłe rozmowy wielu panów, dochodzące z niedaleko położonego od dworca
lokalu. Podobnie, spacerując na Plantach można być świadkiem intensywnie
przebiegającej dyskusji, zebranych w pobliskim barze mężczyzn. Nie znaczy to
jednak, że nie dodają oni w ten sposób otuchy swoim partnerkom w poszukiwaniu
wymarzonych kreacji. Wręcz przeciwnie, ich spotkanie poświęcone jest w dużej
mierze zbliżającemu się weselu i oczywiście garderobie, zarówno w wydaniu damskim jak i męskim. Same obrady
natomiast prowadzone są tak intensywnie i emocjonująco, że panowie dodają sobie
co jakiś czas energii, zażywając napojów, które odświeżą umysł i pozwolą na
bardziej swobodne wypowiedzi do późnych godzin nocnych.
Mówią, że mężczyźni są z
Marsa a kobiety z Wenus. Niezależnie jednak od tego, jakie lata świetlne nas
dzielą, uroczystość weselna połączy cały gatunek ludzki w szalonej zabawie,
niezapomnianych atrakcjach i wielu toastach, po których zarówno damska jak i
męska kreacja będą prezentować się coraz skromniej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz