FELIETON Z CYKLU „RZUT OKIEM”
MAGICZNA TERAPIA
Tak się nieszczęśliwie złożyło, że ostatnio – będąc na
wakacjach – nieco podupadłam na zdrowiu. Domowe receptury mamy, babci, prababci
i dziadka od strony brata kuzynki - małżonki wujka Mietka nic nie pomogły. Cóż
było począć? (nie mylić z poczęciem)… zmuszona byłam nawiązać bliższy kontakt z
jednym z polskich szpitali (nadmiernych optymistów pragnę poinformować, że czas
spędzony w szpitalnym obiekcie nie był tak długi, jakby tego chcieli).
Moje ostatnie bliskie
spotkanie z budynkiem służby zdrowia miało miejsce jakieś kilkanaście lat temu.
Od tamtej pory głęboko zakorzeniony w mojej psychice S.B.F. czyli Syndrom
Białego Fartucha niestety jeszcze bardziej się pogłębił. Jednak ku mojemu
ogromnemu zaskoczeniu – dodam, że było to zaskoczenie o charakterze pozytywnym,
odzyskałam spokój ducha dzięki pielęgniarkom i lekarzom, którzy nie zważając na
przeciwności losu oraz złośliwość rzeczy martwych – heroicznie dbali o mój stan
fizyczny i psychiczny. Zważywszy na
moją smukłą budowę ciała (daleką od atletycznej i dość daleką też od tzw.,
„normy”) zyskałam wśród personelu przydomek Szczypiorek.
Przebywając
na oddziale szpitalnym, zauważyłam rzeczy niezwykłe, wręcz niesamowite, którym
oczy moje nadziwić się nie mogły a umysł mój do dnia dzisiejszego zjawiska tego
ogarnąć nie może. Przyznać muszę, że polską Służbę Zdrowia cechuje niebywała
wręcz pomysłowość, która idzie w parze z dobrem pacjenta, uwzględniając przy
tym oszczędności finansowe. Dlatego właśnie jestem pełna podziwu dla
dzisiejszych ulepszeń wprowadzonych w obiektach szpitalnych. Ale do rzeczy.
Sprawa jest na tyle poważna i przełomowa, że nie może
czekać.
Weźmy, na przykład, pod uwagę umeblowanie –
chociażby tak niepozorną wydawałoby się szafkę w sali szpitalnej. Powiemy:
szafka, jak szafka, czego tu się doszukiwać…? Ojjj! Ludzie małej wiary! Taki
niepozorny mebelek, ale jego konstrukcja ma ukryte zalety, dzięki którym stan
naszego zdrowia poddawany jest ciągłym próbom wysiłkowym. Otóż: szuflada w szafce jest zaprojektowana i
skonstruowana tak, aby przy wysuwaniu jej, jeden z boków wypadał – dzięki temu
lekarze sprawdzają nasz refleks, siłę rąk i ogólną sprawność fizyczną. Po cóż
kosztowne i czasochłonne konsultacje, skoro tu najnowsza a zarazem jakże
niepozorna technika zapewnia nam, pacjentom stałą kontrolę stanu zdrowia.
Podobne zadanie spełnia kolejna oczywista i
zwyczajna wydawałoby się rzecz, jaką jest podłoga. Odzyskując siły w szpitalnym
łożu, spostrzegłam jak moja „sąsiadka” z sali kroczy spokojnie w kierunku swego
posłania, gdy nagle natrafia na niewielkie wgłębienie w podłodze… Pani Krysia po
krótkiej dezorientacji, łapie równowagę i dzielnie maszeruje dalej. Proszę,
kolejny przykład niezwykłej wręcz pomysłowości – specjalnie skonstruowane
nieduże wgłębienie ma również konkretny cel, a mianowicie sprawdza prawidłowe działanie
błędnika, a tym samym poziom zachowania równowagi w szerokim tego słowa
znaczeniu. To pozwala też stwierdzić lekarzom, czy potrzebna jest pacjentowi
dalsza konsultacja neurologiczna.
Ale to jeszcze nie wszystko. Służbę Zdrowia stać na coś więcej! W
szpitalu wnikliwej ocenie poddana jest umiejętność pacjenta dotycząca
orientacji w terenie. Miejscem, do którego każdy klient szpitala zajrzeć musi
jest przyszpitalny sklepik. Pacjent, opuszczając szpitalny apartament ma do
pokonania szereg drzwi, pięter, korytarzy, schodów i zakrętów. Badanie polega
na tym, że w czasie 5 minut chory powinien dotrzeć do sklepiku i wrócić na
salę. Nieszczęśnik, którego zmysł orientacji nie sprosta temu skomplikowanemu
badaniu, będzie je powtarzać do momentu osiągnięcia zadowalającego wyniku,
czyli do szczęśliwego powrotu na salę. Dzięki temu ćwiczy pamięć i poprawia
swój zmysł orientacji.
Niestety,
w przypadku mojej osoby wynik tego badania okazał się niezadowalający.
Innym
przejawem pomysłowości pracowników polskiego szpitala jest precyzyjne badanie
zmysłu smaku i węchu. Odbywa się to za sprawą regularnie podawanych posiłków w tutejszym ośrodku. W tym
miejscu pragnę zaznaczyć, że mity na temat szpitalnego jedzenia są absolutnie
nieprawdziwe. Obiadki dla pacjentów są bardzo smaczne i pożywne, a jeśli
czasami zdarzy się inaczej – oznacza to, że wchodzimy na grunt medycyny
niekonwencjonalnej. Czy ktokolwiek z nas mógłby przypuszczać, że przesolony
ogórek kiszony może być ważnym elementem profesjonalnego badania zmysłu węchu i
smaku chorego? Jeśli pacjent pozostawi na talerzu nadgryzionego, przesolonego
kiszonego ogórka, jako nieskonsumowany składnik naszego dania głównego, to
wniosek dla lekarzy jest prosty – funkcjonowanie zmysłów smaku i węchu pacjenta
w normie. Tak proste a zarazem tak doskonałe w swym zamyśle!
Równie ważną rolę w diagnozie i leczeniu chorego
pełni szpitalne łoże. Właśnie to miejsce spoczynku (oby nie wiecznego)
umożliwia lekarzom zbadanie naszego słuchu. Tak, słuchu! Już wyjaśniam. To
wszystko możliwe jest dzięki temu, że łóżko w szpitalnej sali posiada
zaprogramowaną funkcję skrzypienia, wydając dźwięki o różnej częstotliwości.
Jeśli nasze uszy wychwycą to bogactwo dźwięków, możemy być spokojni o nasz
zmysł słuchu, a tym samym dalsze
badania u otolaryngologa uważa się za zbyteczne. Czy to nie jest genialne?!
Mam nadzieję, że te niesamowite pomysły i
udogodnienia wprowadzone będą we wszystkich krajowych (i unijnych) szpitalach.
Byłoby niegodziwością wobec naszych rodaków, gdyby tylko wybrani mogli
korzystać z tych niezwykłych rozwiązań medyczno - technicznych…
No więc kochani! Wy się nie bójta ni lekarzy,
ni wójta! Bądźcie zdrowi!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz