piątek, 9 listopada 2012

Felieton - "Magiczna terapia"





                   FELIETON Z CYKLU „RZUT  OKIEM”

                                                               MAGICZNA TERAPIA


Tak się nieszczęśliwie złożyło, że ostatnio – będąc na wakacjach – nieco podupadłam na zdrowiu. Domowe receptury mamy, babci, prababci i dziadka od strony brata kuzynki - małżonki wujka Mietka nic nie pomogły. Cóż było począć? (nie mylić z poczęciem)… zmuszona byłam nawiązać bliższy kontakt z jednym z polskich szpitali (nadmiernych optymistów pragnę poinformować, że czas spędzony w szpitalnym obiekcie nie był tak długi, jakby tego chcieli).
 Moje ostatnie bliskie spotkanie z budynkiem służby zdrowia miało miejsce jakieś kilkanaście lat temu. Od tamtej pory głęboko zakorzeniony w mojej psychice S.B.F. czyli Syndrom Białego Fartucha niestety jeszcze bardziej się pogłębił. Jednak ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu – dodam, że było to zaskoczenie o charakterze pozytywnym, odzyskałam spokój ducha dzięki pielęgniarkom i lekarzom, którzy nie zważając na przeciwności losu oraz złośliwość rzeczy martwych – heroicznie dbali o mój stan fizyczny i psychiczny. Zważywszy na moją smukłą budowę ciała (daleką od atletycznej i dość daleką też od tzw., „normy”) zyskałam wśród personelu przydomek Szczypiorek.
 Przebywając na oddziale szpitalnym, zauważyłam rzeczy niezwykłe, wręcz niesamowite, którym oczy moje nadziwić się nie mogły a umysł mój do dnia dzisiejszego zjawiska tego ogarnąć nie może. Przyznać muszę, że polską Służbę Zdrowia cechuje niebywała wręcz pomysłowość, która idzie w parze z dobrem pacjenta, uwzględniając przy tym oszczędności finansowe. Dlatego właśnie jestem pełna podziwu dla dzisiejszych ulepszeń wprowadzonych w obiektach szpitalnych. Ale do rzeczy. Sprawa jest na tyle poważna  i przełomowa, że nie może czekać.
Weźmy, na przykład, pod uwagę umeblowanie – chociażby tak niepozorną wydawałoby się szafkę w sali szpitalnej. Powiemy: szafka, jak szafka, czego tu się doszukiwać…? Ojjj! Ludzie małej wiary! Taki niepozorny mebelek, ale jego konstrukcja ma ukryte zalety, dzięki którym stan naszego zdrowia poddawany jest ciągłym próbom wysiłkowym. Otóż: szuflada w szafce jest zaprojektowana i skonstruowana tak, aby przy wysuwaniu jej, jeden z boków wypadał – dzięki temu lekarze sprawdzają nasz refleks, siłę rąk i ogólną sprawność fizyczną. Po cóż kosztowne i czasochłonne konsultacje, skoro tu najnowsza a zarazem jakże niepozorna technika zapewnia nam, pacjentom stałą kontrolę stanu zdrowia.
Podobne zadanie spełnia kolejna oczywista i zwyczajna wydawałoby się rzecz, jaką jest podłoga. Odzyskując siły w szpitalnym łożu, spostrzegłam jak moja „sąsiadka” z sali kroczy spokojnie w kierunku swego posłania, gdy nagle natrafia na niewielkie wgłębienie w podłodze… Pani Krysia po krótkiej dezorientacji, łapie równowagę i dzielnie maszeruje dalej. Proszę, kolejny przykład niezwykłej wręcz pomysłowości – specjalnie skonstruowane nieduże wgłębienie ma również konkretny cel, a mianowicie sprawdza prawidłowe działanie błędnika, a tym samym poziom zachowania równowagi w szerokim tego słowa znaczeniu. To pozwala też stwierdzić lekarzom, czy potrzebna jest pacjentowi dalsza konsultacja neurologiczna.
Ale to jeszcze nie wszystko. Służbę Zdrowia stać na coś więcej! W szpitalu wnikliwej ocenie poddana jest umiejętność pacjenta dotycząca orientacji w terenie. Miejscem, do którego każdy klient szpitala zajrzeć musi jest przyszpitalny sklepik. Pacjent, opuszczając szpitalny apartament ma do pokonania szereg drzwi, pięter, korytarzy, schodów i zakrętów. Badanie polega na tym, że w czasie 5 minut chory powinien dotrzeć do sklepiku i wrócić na salę. Nieszczęśnik, którego zmysł orientacji nie sprosta temu skomplikowanemu badaniu, będzie je powtarzać do momentu osiągnięcia zadowalającego wyniku, czyli do szczęśliwego powrotu na salę. Dzięki temu ćwiczy pamięć i poprawia swój zmysł orientacji.
Niestety, w przypadku mojej osoby wynik tego badania okazał się niezadowalający.
Innym przejawem pomysłowości pracowników polskiego szpitala jest precyzyjne badanie zmysłu smaku       i węchu. Odbywa się to za sprawą regularnie podawanych posiłków w tutejszym ośrodku. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że mity na temat szpitalnego jedzenia są absolutnie nieprawdziwe. Obiadki dla pacjentów są bardzo smaczne i pożywne, a jeśli czasami zdarzy się inaczej – oznacza to, że wchodzimy na grunt medycyny niekonwencjonalnej. Czy ktokolwiek z nas mógłby przypuszczać, że przesolony ogórek kiszony może być ważnym elementem profesjonalnego badania zmysłu węchu i smaku chorego? Jeśli pacjent pozostawi na talerzu nadgryzionego, przesolonego kiszonego ogórka, jako nieskonsumowany składnik naszego dania głównego, to wniosek dla lekarzy jest prosty – funkcjonowanie zmysłów smaku i węchu pacjenta w normie. Tak proste a zarazem tak doskonałe w swym zamyśle!
Równie ważną rolę w diagnozie i leczeniu chorego pełni szpitalne łoże. Właśnie to miejsce spoczynku (oby nie wiecznego) umożliwia lekarzom zbadanie naszego słuchu. Tak, słuchu! Już wyjaśniam. To wszystko możliwe jest dzięki temu, że łóżko w szpitalnej sali posiada zaprogramowaną funkcję skrzypienia, wydając dźwięki o różnej częstotliwości. Jeśli nasze uszy wychwycą to bogactwo dźwięków, możemy być spokojni o nasz zmysł słuchu, a tym samym dalsze badania u otolaryngologa uważa się za zbyteczne. Czy to nie jest genialne?!
Mam nadzieję, że te niesamowite pomysły i udogodnienia wprowadzone będą we wszystkich krajowych (i unijnych) szpitalach. Byłoby niegodziwością wobec naszych rodaków, gdyby tylko wybrani mogli korzystać z tych niezwykłych rozwiązań medyczno - technicznych…
No więc kochani! Wy się nie bójta ni lekarzy, ni wójta! Bądźcie zdrowi!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz