wtorek, 20 listopada 2012

Wiersz: "Mrówka i komar"

Oto, co podsłuchałam, siedząc sobie ostatnio w parku....



                                                  

„MRÓWKA I KOMAR”


Mówi mrówka do komara:
Ależ ja już jestem stara!
Nie te zęby, nie te kości
I już zmarszczki mam ze złości.
Wzrok mój też już mi wysiada,
Biada ze mną będzie, biada.
I ze słuchem mam problemy,
Ja mam chyba słabe geny.
Nogi bolą mnie okrutnie
I sylwetka mi już chudnie.
Jakież mam policzki blade,
Ze słabości się już kładę.
Głowa też nie z lat młodości
Zapomina o różnościach.
Biodra mi nie chodzą sprawnie,
I wyglądam niezbyt ładnie.
Mam cellulit też na udach,
Zwalczyć się go już nie uda.
Żeby tego mało było,
Krostą ciało się pokryło.
Tak kochany mój komarze,
Nie daj Boże Cię zarażę!
Na to komar odpowiada:
Słuchaj mrówka i nie gadaj.
Śmierć nas szybka i tak czeka,
Bo zginiemy z rąk człowieka.




piątek, 9 listopada 2012

"Tajemnica szczęścia"


TAJEMNICA SZCZĘŚCIA
 

Mówią do mnie: sport to zdrowie.
Zadbaj wreszcie o swe ciało.
O swą siłę i urodę,
Tego nigdy nie za mało.
Wzięłam sobie więc do serca
Mądre słowa moich bliskich.
Nordic walking dziś uprawiam
I zachęcam również wszystkich.
Mówią do mnie: śmiech to zdrowie.
O swój humor również zadbaj.
Żyć ze śmiechem jest najlepiej.
Każdy powie, że to prawda.
Pożegnałam więc na amen
Smutne filmy i obrazy.
Patrzę na kwitnące drzewa
I mam uśmiech na swej twarzy.
No bo życie jest zbyt cenne.
Życie jest też nazbyt krótkie,
Żeby tracić chwile piękne,
Żeby je wypełniać smutkiem.
Teraz słucham śpiewu ptaków.
Wiatru powiew mam we włosach.
Jabłko jem o słodkim smaku,
A na stopach lśniąca rosa.
Dzisiaj wiem już, co jest ważne:
To, że widzisz, słyszysz, chodzisz.
Za to bardzo dziękuj zawsze,
Kiedy słońce rano wschodzi.



Felieton - "Magiczna terapia"





                   FELIETON Z CYKLU „RZUT  OKIEM”

                                                               MAGICZNA TERAPIA


Tak się nieszczęśliwie złożyło, że ostatnio – będąc na wakacjach – nieco podupadłam na zdrowiu. Domowe receptury mamy, babci, prababci i dziadka od strony brata kuzynki - małżonki wujka Mietka nic nie pomogły. Cóż było począć? (nie mylić z poczęciem)… zmuszona byłam nawiązać bliższy kontakt z jednym z polskich szpitali (nadmiernych optymistów pragnę poinformować, że czas spędzony w szpitalnym obiekcie nie był tak długi, jakby tego chcieli).
 Moje ostatnie bliskie spotkanie z budynkiem służby zdrowia miało miejsce jakieś kilkanaście lat temu. Od tamtej pory głęboko zakorzeniony w mojej psychice S.B.F. czyli Syndrom Białego Fartucha niestety jeszcze bardziej się pogłębił. Jednak ku mojemu ogromnemu zaskoczeniu – dodam, że było to zaskoczenie o charakterze pozytywnym, odzyskałam spokój ducha dzięki pielęgniarkom i lekarzom, którzy nie zważając na przeciwności losu oraz złośliwość rzeczy martwych – heroicznie dbali o mój stan fizyczny i psychiczny. Zważywszy na moją smukłą budowę ciała (daleką od atletycznej i dość daleką też od tzw., „normy”) zyskałam wśród personelu przydomek Szczypiorek.
 Przebywając na oddziale szpitalnym, zauważyłam rzeczy niezwykłe, wręcz niesamowite, którym oczy moje nadziwić się nie mogły a umysł mój do dnia dzisiejszego zjawiska tego ogarnąć nie może. Przyznać muszę, że polską Służbę Zdrowia cechuje niebywała wręcz pomysłowość, która idzie w parze z dobrem pacjenta, uwzględniając przy tym oszczędności finansowe. Dlatego właśnie jestem pełna podziwu dla dzisiejszych ulepszeń wprowadzonych w obiektach szpitalnych. Ale do rzeczy. Sprawa jest na tyle poważna  i przełomowa, że nie może czekać.
Weźmy, na przykład, pod uwagę umeblowanie – chociażby tak niepozorną wydawałoby się szafkę w sali szpitalnej. Powiemy: szafka, jak szafka, czego tu się doszukiwać…? Ojjj! Ludzie małej wiary! Taki niepozorny mebelek, ale jego konstrukcja ma ukryte zalety, dzięki którym stan naszego zdrowia poddawany jest ciągłym próbom wysiłkowym. Otóż: szuflada w szafce jest zaprojektowana i skonstruowana tak, aby przy wysuwaniu jej, jeden z boków wypadał – dzięki temu lekarze sprawdzają nasz refleks, siłę rąk i ogólną sprawność fizyczną. Po cóż kosztowne i czasochłonne konsultacje, skoro tu najnowsza a zarazem jakże niepozorna technika zapewnia nam, pacjentom stałą kontrolę stanu zdrowia.
Podobne zadanie spełnia kolejna oczywista i zwyczajna wydawałoby się rzecz, jaką jest podłoga. Odzyskując siły w szpitalnym łożu, spostrzegłam jak moja „sąsiadka” z sali kroczy spokojnie w kierunku swego posłania, gdy nagle natrafia na niewielkie wgłębienie w podłodze… Pani Krysia po krótkiej dezorientacji, łapie równowagę i dzielnie maszeruje dalej. Proszę, kolejny przykład niezwykłej wręcz pomysłowości – specjalnie skonstruowane nieduże wgłębienie ma również konkretny cel, a mianowicie sprawdza prawidłowe działanie błędnika, a tym samym poziom zachowania równowagi w szerokim tego słowa znaczeniu. To pozwala też stwierdzić lekarzom, czy potrzebna jest pacjentowi dalsza konsultacja neurologiczna.
Ale to jeszcze nie wszystko. Służbę Zdrowia stać na coś więcej! W szpitalu wnikliwej ocenie poddana jest umiejętność pacjenta dotycząca orientacji w terenie. Miejscem, do którego każdy klient szpitala zajrzeć musi jest przyszpitalny sklepik. Pacjent, opuszczając szpitalny apartament ma do pokonania szereg drzwi, pięter, korytarzy, schodów i zakrętów. Badanie polega na tym, że w czasie 5 minut chory powinien dotrzeć do sklepiku i wrócić na salę. Nieszczęśnik, którego zmysł orientacji nie sprosta temu skomplikowanemu badaniu, będzie je powtarzać do momentu osiągnięcia zadowalającego wyniku, czyli do szczęśliwego powrotu na salę. Dzięki temu ćwiczy pamięć i poprawia swój zmysł orientacji.
Niestety, w przypadku mojej osoby wynik tego badania okazał się niezadowalający.
Innym przejawem pomysłowości pracowników polskiego szpitala jest precyzyjne badanie zmysłu smaku       i węchu. Odbywa się to za sprawą regularnie podawanych posiłków w tutejszym ośrodku. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, że mity na temat szpitalnego jedzenia są absolutnie nieprawdziwe. Obiadki dla pacjentów są bardzo smaczne i pożywne, a jeśli czasami zdarzy się inaczej – oznacza to, że wchodzimy na grunt medycyny niekonwencjonalnej. Czy ktokolwiek z nas mógłby przypuszczać, że przesolony ogórek kiszony może być ważnym elementem profesjonalnego badania zmysłu węchu i smaku chorego? Jeśli pacjent pozostawi na talerzu nadgryzionego, przesolonego kiszonego ogórka, jako nieskonsumowany składnik naszego dania głównego, to wniosek dla lekarzy jest prosty – funkcjonowanie zmysłów smaku i węchu pacjenta w normie. Tak proste a zarazem tak doskonałe w swym zamyśle!
Równie ważną rolę w diagnozie i leczeniu chorego pełni szpitalne łoże. Właśnie to miejsce spoczynku (oby nie wiecznego) umożliwia lekarzom zbadanie naszego słuchu. Tak, słuchu! Już wyjaśniam. To wszystko możliwe jest dzięki temu, że łóżko w szpitalnej sali posiada zaprogramowaną funkcję skrzypienia, wydając dźwięki o różnej częstotliwości. Jeśli nasze uszy wychwycą to bogactwo dźwięków, możemy być spokojni o nasz zmysł słuchu, a tym samym dalsze badania u otolaryngologa uważa się za zbyteczne. Czy to nie jest genialne?!
Mam nadzieję, że te niesamowite pomysły i udogodnienia wprowadzone będą we wszystkich krajowych (i unijnych) szpitalach. Byłoby niegodziwością wobec naszych rodaków, gdyby tylko wybrani mogli korzystać z tych niezwykłych rozwiązań medyczno - technicznych…
No więc kochani! Wy się nie bójta ni lekarzy, ni wójta! Bądźcie zdrowi!